Droga do Göteborga. O tym jak owce królów pokonały.

Gdy słyszymy „szkocki klub zwycięzcą europejskiego pucharu“ najprawdopodobniej pierwsze co przychodzi na myśl to rok 1967 i Celtic zdobywający Puchar Europy. Wtedy to Lizbońskie Lwy zapisały się na stałe w historii krajowej i światowej piłki. Dzisiaj jednak nie o tym.

Pamiętacie takie rozgrywki jak Puchar Zdobywców Pucharów? Ot, zwycięzcy krajowych pucharów toczyli batalie w latach 1961-1999 by wyłonić tego najlepszego. Nie była to ta sama klasa co Puchar Europy czy też Puchar UEFFA, ale z pewnością były to ciekawe zawody w których doszło do kilku zaskakujących rozstrzygnięć.
Zaskakujących. Gdyby powiedzieć dzisiaj kibicowi Aberdeen że jego klub wygrał Ligę Europy, pokonując w finale Real Madryt, po golach Adama Rooneya i Nialla McGinna, prawdopodobnie dzwoniłby po miłych panów w białych kitlach by ci niezwłocznie ubrali nas w kaftan o zbyt długich rękawach.
A w sezonie 1982/1983 tak się stało. Ale zacznijmy od początku.

W owym czasie, trenerem ekipy The Dons był niejaki Alex Ferguson. Dla młodszych czytelników będzie to niejakie zaskoczenie, w końcu ponad 25 lat prowadził Manchester United.Nawet ktoś jego pokroju musiał jakoś zaczynać. Co wyszło mu całkiem dobrze. 1978-1986 to lata rozbicia duopolu klubów z Glasgow. Trzykrotne mistrzostwo kraju i czterokrotne zdobycie Pucharu Szkocji. I wspomniany Puchar Zdobywców Pucharów. Dla drużyny z Aberdeen to były złote lata. Do dziś nie zdołali choćby nawiązać do tych sukcesów.

Droga do Goteborga, zaczęła się od meczu ze Sionem. Tak, tym Sionem który nietak dawno wyrzuciłby za burtę Celtic gdyby nie udział zwodników nie zgłoszonych do rozgrywek. Popularne „Owce“ poradziły sobie znacznie lepiej, urządzając sobie w dwumeczu trening strzelecki. 11-1, mówi samo za siebie. Następnym przeciwnikiem było albańskie Dinamo Tirana. W dwumeczu 1-0 golu Hewitta

Znalezione obrazy dla zapytania aberdeen dinamo.

W drugiej rundzie na drodze stanął popularny Kolejorz. Drużyna z Poznania na Pittodrie poległa 2-0 po golach McGhee i Weira. U siebie natomiast przegrali 0-1.

W ćwierćfinale czekała już prawdziwa przeszkoda – Bayern Monachium. W ich drużynie Augenthaler, Breitner, Kraus i bracia Rummenigge. Zdawałoby się że zawodnicy Fergusona zostaną pożarci, zwłaszcza że pierwszy mecz grali przecież na wyjeździe. Ku powszechnemu zdumieniu, szkocka drużyna wydarła bezbramkowy remis. Oznaczało to tylko że w rewanżu nie będzie kunktatorstwa. Mecz na Pittodrie, zaczął się źle. Po 10 minutach wynik na 1-0, pięknym uderzeniem zza pola karnego ustalił Klaus Augenthaler. Szkoci nie pozostali dłużni. Po strzale McLeisha, poprzeczka uratowała Bawarczyków przed stratą bramki. The Dons napierali, aż w końcu po błędzie obrońcy gola zdobył Neil Simpson. Następna połowa zaczęła się kiepsko. Bayern objął ponownie prowadzenie po cudownym woleju Hansa Pflüglera. Wydawałoby się że niemiecka drużyna nie pozwoli już wydrzeć sobie zwycięstwa.
Doszło wtedy do jednego z najbardziej nieprawdopodobnych comebacków w historii. Wrzutka z rzutu wolnego i gol McLeisha. Minutę później John Hewitt dobił obroniony strzał Erica Blacka. Bawarczycy nie podnieśli się do końca meczu.

Po tak ciężkim spotkaniu następną drużyna która staneła na drodze do finału, był nieistniejący dzisiaj belgijski Waterschei Thor. Mimo że wyeliminowali Paris Saint-Germain dla drużyny Fergusona nie stanowili godnego przeciwnika. 5-1 u siebie i dublet McGhee i porażka na wyjeździe 0-1. Szkocka drużyna mogła się bez przeszkód skupić na finale i prawdopodobnie najpoważniejszym przeciwniku jakiego kiedykolwiek spotkali. Real Madryt prowadzony przez legendarnego Alfredo di Stefano.
W drodze do finału pokonali rumuński Baia Mare, węgierski Újpesti Dózsa, mediolański Inter i Austrie Wiedeń. Odbiegając od tematu widać tu doskonale jak zmieniła się piłka przez ten czas. Wyobrażacie aobie by dzisiaj wiedeński klub dotarł tak daleko ? Ba, dotarł tak daleko eliminując FC Barcelonę. Piękno ówczesnego futbolu polegało właśnie na tym że los kojarzył czasem w pary drużyny które w dzisiejszych czasach kręciłyby nosem na sam fakt że ktoś ośmielił się wejść na ich bankiet.

Aberdeen staneło więc przed niepowtarzalną szansą. Dotychczas europejskie trofea zdobywały tylko Rangersi i Celtic. Zrozumiałą była gorączka jaka opanowała Szkocję. Ponoć kibice spali przy drogach obok stadionu, a niektórzy docierali do Szwecji nawet za pomocą kutrów rybackich.

The Dons jednak mieli poważne problemy z kontuzjami. Rzutem na taśmę do wyjściowego składu trafił Eric Black. Natomiast w półfinale kontuzji doznał Stuart Kennedy, środkowy obrońca. Mimo tego w uznaniu zasług, Alex Ferguson umieścił go na ławce rezerwowych. Fantastyczny gest, bowiem był to ostatni mecz w karierze. Po kontuzji kolana nigdy nie wrócił do zawodowej gry

.

Przechodząc do finału – zaczeło się od ulewy. Boisko musiało zostać przykryte plandeką by zbytnio nie zmokło. Sędzia po przeprowadzeniu inspekcji, stwierdził że można grać. Szkoci ruszyli ostro do ataku. Fatalne wybicie obrońcy Królewskich omal nie zakończyło się golem po wspaniały woleju Blacka. Golkiper Realu mógł się cieszyć że strzał wylądował na poprzeczce. Chwilę pózniej Black był już skuteczniejszy dobijając zablokowany strzał McLeisha.
W miarę upływu czasu warunki na boisku były coraz gorsze, co praradoksalnie zadziałało na korzyść Realu. Podanie McLeisha do bramkarza, zwolniło w błocie co zaskutkowało okazją dla Realu, zakończoną faulem Jima Leightona. Karnego na gola zamienił Juanito.
Aberdeen miało szansę zakończyć to spotkanie z klikoma bramkami więcej, jednak dogodne sytuacje marnowali Black i Strachan. Kilka razy wykazał się też bramkarz ekipy z Madrytu. W końcu w 112 minucie dogrywki, świetne dośrodkowanie od Marca McGhee wykończył Hewitt. Do końca meczu nie oddali prowadzenia. Mieli nawet kilka okazji by dobić przeciwnika. Real mógł wyrównać po poteżnym strzale z rzutu wolnego jednak uderzenie poszło obok prawego słupka.

Po gwizdku zapanowała euforia. Mały klub z Aberdeen, pokonał naszpikowany gwiazdami wielki Real. I to w jakim stylu. Hiszpańska drużyna nie miała nic do powiedzenia. Di Stefano powiedział wtedy :

Aberdeen ma coś czego nie można kupić za żadne pieniądze; duszę, ducha drużynowego zahartowanego w tradycji

 

Ten triumf zapoczątkował jednak długi okres posuchy. Od tego sezonu w Europie żaden szkocki klub już nic nie ugrał.

A to skład zwycięzców: Leighton, Rougvie, McLeish, Miller, McMaster, Cooper, Strachan, Simpson, Weir, McGhee, Black (Hewitt, 87)

Start a Conversation

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *